Archiwum listopad 2009


lis 15 2009 Kolorowe kalafiory z nieba
Komentarze (0)

Syf... Obudziłem się... głowa boli, wszystko boli... nawet dupa boli od tego wszystkiego...

Wczoraj imprezowałem ze znajomymi w barze... Dym, piwo, dziewczyny... Czego kurna chcieć więcej... Zaraz wsiadam w auto i idę pozwiedzać rejony, może złapie jakiegoś frajera i się przejadę... Dokończę wieczorem...

 

Tia przejadę... Moi skurwiali rodzice nie pozwalają mi pojechać. bo co? Bo nic... nie maja argumentów a mnie żal dupę ściska, że mam tak posranych ludzi pod jednym dachem... Dobra dalsza część dnia to spacer z koleżanką, sesja RPG z kumplami i potem znów spacer z ta samą koleżanką... Mam nadzieje ze poznamy się bliżej. Wieczór – GW ofc m8s. Srać real life...

 

Dzień następny... Niedziela... Przeczuwam nadchodząca zagładę... Ilość zadań domowych i rzeczy do nauczenia pewnie zniszczy moje Ja.... zobaczymy jak to będzie...

 

Srać Ancestral Lands...

 

lis 13 2009 Bloguj jako i ja bloguje...
Komentarze (0)

Piątek trzynastego... 



Rano... Ledwo otworzyłem oczy, a tu widzę... Postać... Tak to moja "kochana" matula raczy doinformować synusia, ze już czas najwyższy by ruszyć zacną mą dupe i wstać z wyra. Srać obowiązek szkolny... 



Znów... Po raz kolejny.... Moja twarz w lustrze... Nie wiem, co ma dziołcha w niej widzi, ale chyba ma poważne zaburzenia psychiczne bądź tez problemy ze wzrokiem... Srać pięknych ludzi...



"Nie kurwa, nie chce śniadania"... A i tak każą ci rano żreć ten syf... Cholera... 

 

Szkoła, wpierdol na całej linii, śmierć, zło, zniszczenie, pogrom, destrukcja, zgnilizna, rozpierdol i jebane break broke broken na pałę zbawiciela... Przeczuwam nadchodzącą apokalipsę...



Dziołcha chce jechać na lodowisko... (Wtf...) Dobrze wezmę auto... Przynajmniej się przejadę do wiochy obok... Umówieni ze znajomymi wszystko cycuś glancuś... Tylko starzy uważają, że piątek trzynastego to dzień śmierci a wychylenie nosa z domu grozi ciężkim kalectwem, jeżeli nie śmiercią... Chuj mnie strzela na tych skurwiałych ćwierć inteligentów... Srać ich DNA... 



Telefon do Szalonego Irka... "Wróciłeś do miasta czy nadal siedzisz w tym internacie (srać jego internat)? " me jakże zacne pytanie... I, o kurwa bogowie, jakże zajebista odpowiedz! "Tak jestem w domu" no i teraz siedzę w chałupie przyjaciela i otwieram nędznego bloga...



Srać blogi...